Overcast Clouds

8°C

Kołobrzeg

19 kwietnia 2024    |    Imieniny: Adolf, Leon, Tymon
19 kwietnia 2024    
    Imieniny: Adolf, Leon, Tymon

Redakcja: tel. 500-166-222 poczta@miastokolobrzeg.pl

Portal Miasto Kołobrzeg FBPortal Miasto Kołobrzeg na YT

Regionalny Portal Informacyjny Miasta Kołobrzeg i okolic

reklama

reklama

informacje kołobrzeg, robert,dziemba,historia,kołobrzegTo zły tytuł. Powinien być inny: dlaczego o historii Kołobrzegu wiemy mniej, niż wiedzieć byśmy chcieli. Jest kilka przyczyn tego stanu i są one złożone.


Od najdawniejszych lat spisywano historię Kołobrzegu. Po lokacji miasta były to miejskie kroniki, choć dla historyków nie bez znaczenia pozostają pozostałości ksiąg rachunkowych i innych druków, które rozproszyły wojny i pożogi. Wzmianka o pierwszej bibliotece kołobrzeskiej pochodzi z 1677 roku. Ufundował ją rektor tutejszej szkoły przy kolegiacie, Valerius Jasche, cieszący się opinią uczonego i pracowitego pedagoga. Mieściła się ona w kolegiacie na emporze północnej, nad kaplicą Holków (obecnie zakrystia). Nosiła nazwę „Biblioteka Publiczna”. Znajdowało się w niej niedokończone dzieło rektora o żywotach świętego Ottona z Bambergu („Andreas, Abbas Bambergensis: Dem Vita S. Ottonis Bambergensis ecclesiae Apiscopi ac Pomeranorum gentis apostoli libri quator edit… a Velerio Iaschio. Colbergae 1681”). Trafiła tam również „Colberga Togata”, której autorem jest Martini Rangen. Przedstawia ona znane postaci kołobrzeskie i dowodzi, że wówczas miasto było ośrodkiem intelektualnym, co więcej, że już wówczas zajmowano się historią Kołobrzegu. Tych książek w kolejnych latach było kilka, jak chociażby okolicznościowe wydanie o oblężeniu miasta w wojnie siedmioletniej z 1763 roku (Denk würdigkeiten der drey Belagerungen Colbergs durch die Russen in dech Jahren 1758, 1760 und 1761”). Jednak pierwsze i bardzo cenne omówienie historii miasta znajdujemy w książce Johanna Friedricha Wachsena pt. „Historisch diplomatische Geschichte der Altstadt Colberg” z 1767 roku. Jest to o tyle cenna praca, że autor miał dostęp do kołobrzeskiej biblioteki i zgromadzonych w niej starych ksiąg. Zamieścił też plan miasta i trzy widoki kolegiaty, w tym plan wnętrza z rozmieszczeniem zabytków.

Dlaczego o tym piszę? Dlatego, aby wykazać, jak kruche są podstawy literatury i źródeł dawnych do historii naszego miasta (te, które przytoczyłem, to oczywiście niejedyne). Jeśli dodać, że większość archiwów przetrzebiła druga wojna, to o czasach do XVII wieku wiemy niezwykle mało, jeśli cokolwiek. To będzie nudny artykuł, jak zawsze na studiach nudna jest metodologia badań i krytyka literatury oraz źródeł. Niedawno stawiano mi bowiem zarzuty pisania nieprawdy i lekceważenia źródeł dotyczących Kołobrzegu. Zarzuty chybione, ale pokazuje to jak nikła jest wiedza dotycząca metodologii i krytycznego podejścia do źródeł o historii Kołobrzegu, na którą często w takich artykułach brakuje miejsca.

PRZED LOKACJĄ MIASTA

95 procent prac o powstaniu biskupstwa w Kołobrzegu to bajka. Problem bowiem w tym, że poza przekazami kronikarza Thietmara, niewiele na ten temat wiemy. Dyskusje naukowe na ten temat są pasjonujące i opierają się o pytania, kiedy dokładnie założono biskupstwo w Kołobrzegu, w 1000 roku, a może w 999? W literaturze nie brakuje sporów co do tego, co na Zjeździe w Gnieźnie się dokonało, czy była to fundacja, ogłoszenie, powołanie? A może decyzje zapadły w 999 roku, a później dopiero je obwieszczono i wspólnie przypieczętowano, w roku 1000? Co ciekawe, źródła niewiele mówią o biskupach diecezji pomocniczych Gniezna i ich roli w zjeździe. Wiemy, że w 1000 roku nastąpiła intronizacja biskupa Radzima-Gaudentego – brata św. Wojciecha, który został arcybiskupem. A co z pozostałymi biskupami? Kiedy ich namaszczono. Kiedy i gdzie intronizowano? Kiedy dotarli do swoich diecezji? Niestety, dyskusje na ten temat są dość nowe, przed wojną temat przywiązania tych ziem do Polski to generalnie temat marginalny, albo też mocno spłaszczany. Na przykład Paulus Hinz w książce „Der Kolberger Dom und Seine Bildwerke” pisze o niemieckim biskupie Reinbernie i diecezji założonej przez cesarza Ottona III… Fakt, Reinbern z pochodzenia był Niemcem, ale diecezja kołobrzeska powstała nieco inaczej.

To nie koniec rozważań i wątpliwości. Kolejna kwestia to upadek samego biskupstwa. I znowu, co autor, to pomysł i data: 1005, 1007, 1008, 1013 i tak dalej. Najpewniej był to rok 1005, co było skutkiem wojny polsko-niemieckiej i reakcji pogańskiej w Wolinie i Kołobrzegu (daje na to nieco światła list św. Brunona z Kwerfurtu do cesarza Henryka II z 1008 r., który zarzuca mu zbratanie się z poganami przeciwko Bolesławowi Chrobremu). To właśnie z tą datą niektórzy łączą odpadnięcie Pomorza od Polski. Sam Thietmar nie pomaga nam rozwikłać tej zagadki. Podaje jedynie, że Reinbern „Wyhodował Wszechmocnemu Panu nową latorośl na nieurodzajnym drzewie i przyczynił się do kiełkowania świętego objawienia wśród nieuświadomionego ludu” – to rzadko przywoływany cytat z Thietmara dotyczący diecezji kołobrzeskiej. Bolesław Kumor twierdził, że Reinbern w 1007 r. znalazł następcę imieniem Benno, który pracował w Kołobrzegu w latach 1007-1013. Abstrakcja. Podobnie trudno znaleźć dowody na fakt, że kontynuatorką diecezji kołobrzeskiej jest diecezja kruszwicka, ale niektórzy autorzy w to wierzą.

LOKACJA KOŁOBRZEGU I BUDOWA KOLEGIATY

Lokowanie nowego miasta na prawie lubeckim, to kolejny skomplikowany moment w historii naszego miasta, a wybrany jako przykład wielu wątpliwości i teorii. 23 maja 1255 roku zostaje wydany dokument lokacyjny. Ale miasto wówczas już istnieje, czy nie? A jeśli istnieje miasto, to jak wygląda? Co ciekawe, wątek lokacji jest powiązany nieco z datą budowy kolegiaty. Jak wiadomo z wielu publikacji, jej budowę rozpoczęto w 1300 lub około 1300 roku - te daty są już nieaktualne. W historiografii niemieckiej uważano, że kolegiata w obecnym Kołobrzegu, była gotowa już około 1230 roku. Na podstawie wzmianki za Kuglerem, Wachsenem i Maaβem twierdzono, że w owym roku do takiej świątyni mieli się przenieść z obecnego Budzistowa kanonicy. Były ku temu dowody także rzeczowe – dwa kapitele wydobyte w XIX wieku, które dowodziły, że obecna bazylika nie była pierwszym kościołem w tym miejscu i na terenie prezbiterium stał wcześniejszy obiekt. Miał to być kościół Marii Panny.

Hinz, cytując Wachsena, który miał dostęp do starych dokumentów, podaje, że w 1254 roku kardynał Peter z Utrechtu na prośbę członków kapituły kołobrzeskiej obiecał, że wesprze budowę nowego kościoła. W dokumencie tym pojawia się postanowienie kapituły, by na miejscu „zniszczonego przez starość kościoła” wybudować nową, kosztowną budowlę. Niestety, wzmianka ta nie zawiera wezwania, ani położenia świątyni. Na podstawie analizy dokumentów, Riemann (o tej postaci za chwil kilka) przypuszczał, że około 1255 roku, wraz z lokacją miasta rozpoczęto budowę kolegiaty. Co ma wspólnego z lokacją miasta owa świątynia poprzedzająca obecną bazylikę? Dziś wiemy, że nie była to kolegiata, a kościół św. Mikołaja. Szczegółowe rozważania na ten temat poczynił w swojej pracy doktorskiej obecnie profesor Marian Rębkowski („Średniowieczna ceramika miasta lokacyjnego w Kołobrzegu”, Kołobrzeg 1995). Otóż problem tyczy się tego, czy miasto przed lokacją istniało w jakiejś formie, czy nie. Znana jest bowiem hipoteza, że gmina niemiecka istniała w tym miejscu już w I połowie XIII wieku, na co dowodem ma być określenie w dokumencie lokacyjnym Kołobrzegu „consules de Colberg” i zapis „civitas Colbergensis”, co by znaczyło, że w ten sposób gmina została przekształcona w miasto. W zestawieniu ze wzmiankami innych historyków niemieckich – brzmiało to wiarygodnie, a przynajmniej można było nad tym dyskutować i żadna ze stron nie miała odpowiednich kontrargumentów. Na korzyść zwolenników gminy przemawiał także fakt istnienia owego kościoła św. Mikołaja. Nie wiemy, w którym roku on powstał, ale skoro istniał w okresie około lokacyjnym, to albo był zbudowany początkowo z drewna i powstał dość szybko, jako budowla nietrwała, albo jego budowę rozpoczęto zaraz po lokacji w związku z aktywnością kolonistów.

Rębkowski na podstawie wyników wykopalisk stwierdza dość jednoznacznie, że jeśli faktycznie aktywność ludzi na tym terenie miała miejsce, to poprzedzała ona samą lokację zaledwie kilka lat (ok. 1250 rok). Być może dokument lokacyjny zatwierdzał pewien stan na tym terenie, jednakże zasadniczo przyczynił się do budowy miasta na surowym korzeniu. A co z kolegiatą? Wraz z marginalizacją znaczenia starego grodu, do lokacyjnego Kołobrzegu przeniosła się kapituła. Miało to miejsce pomiędzy 1262 a 1276 rokiem, kiedy to kościół św. Mikołaja zbudowano w innym miejscu, w okolicach salin, na prawym brzegu Parsęty. W 1266 roku książę Barnim I nadaje kapitule specjalny przywilej, na mocy którego bez jej zgody w mieście nie mógł powstać żaden kościół, klasztor czy też dom zakonny. W 1277 roku biskup kamieński Herman von Gleichen założył w Starym Mieście klasztor benedyktynek na bazie obiektów należących do kapituły, łącznie z dawną kolegiatą. Można więc przyjąć, że w siódmym dziesięcioleciu XIII wieku kapituła przeniosła się do nowego Kołobrzegu i przejęła kościół św. Mikołaja w centrum miasta.

To kapituła była ważnym czynnikiem stymulującym budowę nowej kolegiaty. Kościół św. Mikołaja był przez pewien czas użytkowany, ale nie wiemy, jak długo. Wzmianka z 1270 roku, mówiąca o tym, że w tutejszym kościele znajdują się organy, oraz z roku 1282, że w świątyni tej odprawiono mszę, a przy kościele znajdowała się dzwonnica (wzmianka wskazywana przez Riemanna i Hoogewega), odnoszą zapewne do kościoła św. Mikołaja i związane są z działalnością kanoników, nadających odpowiedni charakter i poziom wyposażenia temu obiektowi. Jest to ważna kwestia wobec innej kołobrzeskiej zagadki, jaką jest drewniana figurka św. Jana, obecnie na wystawie Dzieje Kołobrzegu w Muzeum Oręża Polskiego. W swoim artykule, E. Nyborg i M. Rębkowski wskazują, że została ona wykonana dla kościoła parafialnego, a więc albo dla kolegiaty, albo dla kościoła św. Mikołaja. A być może figurkę wykonano dla kościoła Marii Panny w budowie w założeniach dawnego kościoła św. Mikołaja? Według Wachsena bowiem, kościół kolegiacki był gotowy na tyle, że odprawiono w nim mszę dopiero w 1321 roku i składał się z bloku wieżowego z wieżą południową oraz korpusu 3-nawowego. Czy na miejscu obecnego prezbiterium stał wówczas jeszcze dawny kościół św. Mikołaja, czy może już go rozebrano? Czy był w jakiś sposób połączony z kolegiatą? Tego raczej nigdy się już nie dowiemy. Nie chcę tu rozstrzygać jeszcze innej kwestii, a mianowicie wzmiankowanego również pod datą 1282 roku szpitalnego kościoła Św. Ducha (znajdował się na skrzyżowaniu Kanału Młyńskiego i obecnych ulic Budowlanej i Mariackiej). To temat na zupełnie odrębny artykuł.

NABOŻEŃSTWO LUTERAŃSKIE
Problematykę źródeł kołobrzeskich doskonale pokazuje przykład pierwszego nabożeństwa luterańskiego. Sprawa stała się głośna w związku z przekazaniem przez Towarzystwo Przyjaciół Muzeum reliefu wykonanego z okazji 400-lecia pierwszego nabożeństwa w kolegiacie. Według Wachsena i Maaβa, 19 lutego 1530 roku w Niedzielę Estomihi (niedziela przedpostna) w kołobrzeskiej kolegiacie kazanie w duchu nauki Lutra wygłosił Nicolas Kleine z Lubeki. Dopiero Riemann, który miał zapewne dostęp do starych zapisów, sprawdził i poprawił omyłkę pisarską. Zapis musiał być nieczytelny. Chodzi bowiem o rok 1531.

Takich omyłek pisarskich w historii Kołobrzegu jest bardzo wiele. Niżej podpisany natrafił na takową w pisanej ręcznie Kronice Parafii Św. Marcina, w której nieczytelnie zapisano nazwisko pierwszego powojennego proboszcza. Ktoś przepisał je z błędem, nie wchodząc w szczegóły i tak przez lata funkcjonowało ono w literaturze. Innym przykładem jest dzieło Höpfnera („Der Krieg von 1806 und 1807”, Berlin 1855). Praca monumentalna, bardzo szczegółowa, ale jednostronna, przedstawiająca pruski punkt widzenia, w dodatku z błędami, które przez lata powielali historycy. I tak dowódca wojsk oblężniczych pod Kolbergiem nie nazywał się Olivier Loison, ale Louis Henri, a fregata ostrzeliwująca m.in. obóz polski to nie „Der Fährmann” lecz „af Chapman”.

TWIERDZA KOŁOBRZEG
O Twierdzy Kołobrzeg, wbrew powszechnemu przekonaniu, wiemy bardzo niewiele i to przy niezwykle bogatych archiwach niemieckich. Książka H. Kroczyńskiego „Twierdza Kołobrzeg” tylko w niewielkim stopniu omawia problematykę samej twierdzy, skupiając się na działaniach wojennych. Zarzut ten stawia m.in. Grzegorz Podruczny, ale to opinia słuszna. Brakuje krytycznej analizy literatury i opracowania w zakresie budowy, przebudowy i likwidacji fortyfikacji twierdzy nad Parsętą. Temat ten w dostępnej polskiej literaturze jest traktowany wręcz marginalnie (choć ostatnio Podruczny to nieco zmienił), a przecież Kołobrzeg był twierdzą przez ponad 200 lat, wojsko zdominowało krajobraz miejski, a wreszcie zahamowało rozwój miasta na ponad dwa stulecia.

Zresztą, same opracowania walk o Kołobrzeg, pomimo literatury pruskiej i niemieckiej, również są skromne. Brakuje dobrze skrojonego i krytycznego opracowania do wojny trzydziestoletniej i siedmioletniej, a i to dotyczące Polaków w 1807 roku pod Kołobrzegiem można by nieco rozszerzyć. Jednym słowem, pole do popisu jest ogromne. Powodów do tego jest kilka, także bezkrytyczne powtarzanie kołobrzeskiego mitu o niezdobytej twierdzy, genialnym dowódcy twierdzy i bohaterskim burmistrzu.

Innym problemem są publikacje, w których na przykład H. Kroczyński przewraca jedne kategoryczne twierdzenia, stosując inne, nawet w ujęciu hipotezy. Na przykład okoliczności odwołania komendanta twierdzy – pułkownika Loucadou i zastąpienia go majorem von Gneisenau. W literaturze bezsprzecznie przyjęto, że powodem zmiany komendanta był jego konflikt z Nettelbeckiem (szerzej na ten temat pisałem w jednym z ostatnich artykułów - zobacz). Kilka lat temu, Kroczyński zdanie zmienił i uważa, że prawdopodobnie przyczyny były polityczne, bo Loucadou był Francuzem, a zabiegający o lądowanie angielskiego korpusu ekspedycyjnego w Kołobrzegu Fryderyk Wilhelm III miał wychodzić z założenia, że Gneisenau, jako były oficer angielski, będzie dla Anglików do przyjęcia. Nie zgadzam się z tą hipotezą postawioną w taki sposób. Zapewne rozwinę tę kwestię w przyszłości, ale pomijając już fakt, że wprowadzenie do twierdzy Gneisenaua skończyło się ostatecznie utratą portu, co i tak jest bez znaczenia wobec zawieszenia broni w Tylży, która to wieść o tym dotarła do twierdzy 2 lipca 1807 roku, to odwołanie Lucadou i jego awans na generała-majora 29 kwietnia 1807 roku musiałoby być również przyczyną sytuacji w samym Kołobrzegu. Loucadou odmówił poddania twierdzy w 1806 roku i tylko lekceważeniu Kołobrzegu przez Napoleona oraz zmiennym wypadkom na Pomorzu, blokada twierdzy, a potem jej oblężenie trwały tak długo. Desant angielski Gneisenaua jest opisany w literaturze przedmiotu, jednakże zmiany komendanta twierdzy należy doszukiwać się moim zdaniem w wielu czynnikach, a nie w jednym. Co więcej, brak jednoznacznego źródła w tej kwestii uniemożliwia ocenę faktów, a działanie zgodnie z zasadami naukowymi powoduje, że mamy wiele niejednoznacznych przesłanek: konflikt w Kołobrzegu, podejrzenia o zdradę, francuskie pochodzenie komendanta, donosy, a z drugiej strony wiosenne odgrzanie konfliktu na Pomorzu, szukanie przychylności Anglików zaopatrujących twierdzę (choć nie tylko ich), słabe zdolności przywódcze i wojskowe króla pruskiego, etc. Powyższe można jeszcze dzielić na różne dodatkowe elementy – nie brakuje ich w literaturze.

Generalnie, w zakresie roku 1807 nie mamy ani jednej, pełnej i w miarę szczegółowej pozycji omawiającej oblężenie Kołobrzegu. Znamy dość szeroko ujęcie pruskie i polskie. Brakuje ujęcia z punktu widzenia oddziałów francuskich i włoskich – mówię tu o polskiej literaturze, gdyż zagraniczne pozycje istnieją i mają sporo kurzu na grzbiecie, ale także działalności Anglików i Szwedów na morzu. Dopiero takie krytyczne opracowanie pozwoliłoby na zdmuchnięcie pruskiego mitu, a szanownym czytelnikom na zrozumienie pobocznego wątku wydarzeń IV koalicji antyfrancuskiej, jakim jest Twierdza Kołobrzeg.

MARZEC 1945

W przyszłym roku minie 70 lat od zakończenia walk o Kołobrzeg w marcu 1945 roku. My tymczasem, z naukowego punktu widzenia, spoglądając na różne publikacje, felietony czy konferencje, wypatrujemy jakiejś syntezy, nawet polsko-niemieckiej, która pozwoliłaby na nowo spojrzeć na to, co działo się tuż przed marcem i w samym marcu 1945 roku w Kołobrzegu i okolicy. I dotyczy to samego statusu twierdzy, poza tym, które ukazało się na obwieszczeniu pułkownika Fullriede w nocy z 3/4 marca 1945 roku.

Stoję na stanowisku, że te postulaty są jak najbardziej uzasadnione. Dość stwierdzić, że w numerze specjalnym 2/2014 „Techniki Wojskowej. Historia”, autor obszernego artykułu o walkach o miasto w 1945 roku jako źródło podaje Alojzego Srogę i jego dzieło „Na drodze stał Kołobrzeg” z 1980 roku. Dobrze, że ktoś o tych walkach pamiętał, szkoda, że nic nowego to do tematu nie wnosi, nie licząc błędnie przerobionych nazw terenowych na warunki współczesne.

34 lata po opublikowaniu monografii Srogi, zmieniło się wiele, zarówno w literaturze europejskiej, jak i szczególnie niemieckiej. Nam zaś brakuje krytycznej analizy źródeł i pozbawionego emocji oraz rewanżyzmu stron opisu tego, jak Polacy wyzwolili prastare miasto, a Niemcy, jak twierdzą, ocalili kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców przed sowieckimi bandytami. Kolejne mity do odczarowania.

PRL
Wydawać by się mogło, że ciekawe czasy powojenne w Kołobrzegu opisano wszerz i wzdłuż – tak mi się napisało, jak spoglądam na niektóre ciekawe publikacje. Jest kilka prac, które przynajmniej systematyzują fakty i wydarzenia z określonego punktu widzenia, jak chociażby praca magisterska Anny Bojar-Fijałkowskiej. Ogromny wkład w upamiętnienie tej historii ma Jerzy Patan, publikując swoją trylogię o czasach powojnia i lat 60-tych. Nie należy zapominać o publikacjach Hieronima Kroczyńskiego, w tym „Kronice Kołobrzegu”, która do 1980 roku systematyzuje to, co ważnego w mieście się działo. Mamy również kilka prac branżowych, jak chociażby książka niżej podpisanego o Kościele katolickim, jednakże to nadal tylko niewielki wycinek.

Brakuje krytycznego ujęcia źródeł, zwłaszcza zasobów archiwalnych, którymi się operuje, do historii z lat 1945-56. Operuje się nimi interpretując je miejscami tak, jak jest wygodnie, czego przykładem są zarzuty pod moim adresem ze strony Radosława Ptaszyńskiego (przeczytaj). Niestety, bezkrytyczne podejście do zebranych materiałów prezentuje również Edward Stępień w książce „Kołobrzeg – Twierdza Solidarności”. To kolejny etap historii miasta, dzięki Stępniowi dość dobrze rozpoznany, ale ukazany w systemie czarno-białym, bez jakiegokolwiek tła, bez zagłębienia się w istotę problemów, trochę szerzej niż historia kilkunastu osób.

Kolejna sprawa, to cytowania bezkrytyczne dla tego okresu. Miałem okazję badać te czasy osobiście i starałem dotrzeć się w wielu miejscach do oryginalnych dokumentów, sprawdzając nawet numery ustaw i ich treść. Część z nich nie istnieje, lub nie było mi dane ich znaleźć, nie tylko w zbiorze elektronicznym, ale też drukowanym. Nie brakuje opracowań, a nawet monografii, w których bez mrugnięcia okiem za prawdę przyjmuje się wspomnienia mieszkańców. Ich pamięć często jest skażona różnymi naleciałościami, pewnego swoistego relatywizmem i próbą autooceny lub usprawiedliwienia (większość działaczy Solidarności przeczuwała lub wiedziała, że zostanie wprowadzony stan wojenny, ale mówi to dopiero po 25 czy 30 latach).

Uległy rozproszeniu zakładowe kroniki, pamiętniki, wspomnienia. Przez pewien czas udawało się zatrzymywać je w Muzeum, ale później zabrakło konsekwencji w zabezpieczaniu historii miasta. W konsekwencji, odtworzenie wielu wątków może być w przyszłości niemożliwe.

CZASY WSPÓŁCZESNE, LATA 90-TE I DWUTYSIĘCZNE

Brak opracowań, brak studiów, brak nawet większej inicjatywy dla zabezpieczenia danych, źródeł, publikacji, literatury, rozmów ze świadkami wydarzeń, którzy odchodzą coraz szybciej. Panuje powszechne przekonanie, że w epoce Google i świata plastikowo-cyfrowego, nic nie zginie, wszystko się zachowa, stąd bicie na alarm historyków czy archiwistów, to wylewanie solanki na środku lodowiska.

Niestety, prawda jest taka, że nikt nie dba nawet o zabezpieczenie prac tworzonych o Kołobrzegu, pewnych syntez, których analiza ułatwiłaby historykom pracę. Owszem, mamy gazety, portale, jednak pisanie na przykład o batalii o Mini-Mal w ramach prostego studium, może prowadzić do błędnych wniosków. Media bowiem, często stronniczo przedstawiały spór, popierając określone obozy, kto pamięta, ten wie. A przecież mamy tworzenie i dojrzewanie kołobrzeskiego samorządu, przesilenie systemowe i transformację, zmiany gospodarcze, przestrzenne, społeczne. Pamiętam, gdy pracując w Telewizji Kablowej Kołobrzeg widziałem taśmy z reliktowymi wręcz nagraniami sesji Rady Miasta. Nikt nimi, zapewne poza Andrzejem Gallem, wówczas za specjalnie się nie interesował, a wkrótce to będzie prawdziwy rarytas.

Historia 25 lat wolności ucieka nam przez palce, a my nie tylko nie potrafiliśmy do tej pory jej opracować, ale nawet uporządkować, w jakieś kalendarium, czy chociażby kronikę. Życie przyśpieszyło. Wprowadzenie demokracji wpłynęło na powołanie nowych szczebli partycypacji społecznej i politycznej. Skupienie tego w jednym miejscu, nie jest łatwe, ale jakoś nie widać, aby ktoś to robił, poza kilkoma osobami w mieście, ale oczywiście w sposób mocno ograniczony. Taką postacią, żyjąca w cieniu i z dala od zainteresowania innych jest chociażby Jerzy Patan. Co stanie się z ich prywatnymi archiwami, będącymi kopalnią wiedzy dla historyków, gdy ich już nie będzie?

WNIOSKI

Jako członek Rady Muzeum wielokrotnie postulowałem o powołanie zespołu do spraw studiów kołobrzeskich. Bezskutecznie. Zresztą, taki zespół musiałby pracować, a nie cieszyć się wielkimi nazwiskami. Oczywiście, pozostaje otwarte pytanie, jak to finansować, gdzie to przechowywać, za co i gdzie publikować. To prawda, jest internet: dostępny dla wszystkich, czyniący takie publikacje pożytecznymi dla każdego, kto szuka wiedzy. Ale są też koszty stworzenia takiego portalu. Poza tym, pozostają małe lokalne animozje, strzeżone tematy i pola eksploatacji historycznej, które omijają młodzi historycy, aby nie narazić się na krytyczne recenzje. Młodzi badacze skarżą się na hermetyzację zbiorów kołobrzeskiego muzeum. Problemów jest bez liku, od pieniędzy, po dostępność danych. Pytanie jednak, czy uda nam się skonsolidować w celu powiększania naszej wiedzy o historii miasta, zachęcania historyków, zwłaszcza młodych ludzi, do badania dziejów Kołobrzegu i umożliwiania im tego działania, kontynuowania osiągnięć Patana, Kroczyńskiego czy Rębkowskiego? Inaczej, dalej na forach i portalach będziemy wykopywać wiedzę tajemną, dzieląc ją miedzy siebie jak kawałki cebuli z głodu, na okręcie zmierzającym donikąd.

A odnośnie kontrargumentów co do tytułu artykułu, że Kołobrzeg jest miastem dobrze przebadanym, z w miarę usystematyzowaną historią w postaci kroniki, odpowiadam: apetyt rośnie w miarę jedzenia.

Robert Dziemba

P.S.
W artykule miało być więcej o Hermanie Riemannie, ale jakoś to przeoczyłem. Riemann (1822-1889), dyrektor gimnazjum w Gryficach, autor monografii kołobrzeskiej "Geschichte der Stadt Colberg", wydanej w 1873 roku, a wydanie drugie pochodzi z 1924 roku. Jest to bardzo bogate opracowanie, z opisem źródeł i ich krytyką. Riemann zadał sobie trud sprawdzenia źródeł, poprawiając wiele błędów historyków z poprzednich lat. Jego praca nadal stanowi podstawowe źródło do historii Kołobrzegu do roku 1807 dla każdego historyka.

informacje kołobrzeg, robert,dziemba,historia,kołobrzeg

reklama

reklama

Dodaj komentarz

UWAGA!
Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Publikowanie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt poczta@miastokolobrzeg.pl. Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane.

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji przez moderatora.

Zgody wymagane prawem - potwierdź aby wysłać komentarz



Kod antyspamowy
Odśwież

Administratorem danych osobowych jest  Wydawnictwo AMBERPRESS z siedzibą w Kołobrzegu przy ul. Zaplecznej 9B/6 78-100 Kołobrzeg, o numerze NIP: 671-161-39-93. z którym możesz skontaktować się osobiście pod numerem telefonu 500-166-222 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej wysyłając wiadomość mailową na adres poczta@miastokolobrzeg.pl Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa.

reklama