Clear Sky

16°C

Kołobrzeg

20 czerwca 2024    |    Imieniny: Bogna, Florentyna, Rafał
20 czerwca 2024    
    Imieniny: Bogna, Florentyna, Rafał

Redakcja: tel. 500-166-222 poczta@miastokolobrzeg.pl

Portal Miasto Kołobrzeg FBPortal Miasto Kołobrzeg na YT

Regionalny Portal Informacyjny Miasta Kołobrzeg i okolic

reklama

reklama

Proces Komandora Mieszkowskiego - cz. IIKołobrzeg w archiwum IPN – 39 (77). 10 listopada 2016 roku członkowie Stowarzyszenia Przywracania Pamięci „Kołobrzeg 80” jak każdego roku zapalą znicze i złożą kwiaty pod krzyżem „Solidarności” na ścianie Katedry a obecnie Bazyliki Mniejszej.


Zapraszamy wszystkich mieszkańców Kołobrzegu i przybyłych gości na te podniosłe uroczystości. Uhonorujemy uczestników i przypominamy w ten sposób największą demonstrację w stanie wojennym, jak odbyła się w Kołobrzegu pod Katedrą. W sprawie tej zachowało się sporo dokumentów, które publikowałem w poprzednich latach (przeczytaj: 1, 2, 3, 4), a także w książce „Kołobrzeg-twierdza Solidarności”.  Dzisiaj w całości oddaję głos uczestnikom tamtych wydarzeń.

Wojciech Krzewina potwierdza, że był główną postacią tamtych wydarzeń. Oto jego relacja:
Z dnia 28 na 29 sierpnia 1980 roku w moim zakładzie – Kombinacie Budowlanym w Kołobrzegu – Zakład WZ – 75 w Rościęcinie wybuchł strajk. Mnie wówczas poproszono o objęcie funkcji tymczasowego przewodniczącego NSZZ „Solidarność” w tym zakładzie. Ja się zgodziłem. Etatowym przewodniczącym zostałem około października 1980 roku. Zbliżało się Święto Niepodległości Polski w 1982 roku. Pocztą pantoflową doszło do mnie, że trzeba coś zrobić. U mnie w kombinacie pracował Dariusz Jurek i przy jego pomocy wydrukowaliśmy ulotki o zaplanowanej na dzień 10 listopada 1982 roku manifestacji. Te ulotki były rozprowadzane na terenie miasta Kołobrzegu. Ja pochodziłem z braci robotniczej i dla nas było ważne drukowanie ulotek, malowanie na murach, itp. Ja miałem taki scenariusz – który był na ulotkach, że zbieramy się tego dnia o 15.30 na Placu Pionierów przy fontannie. Ja miałem instrukcję, aby się nie grupować. Następnie mieliśmy udawać się pod katedrę. Miała tam się odbyć uroczystość, która winna zakończyć się do godziny 17.00. Nie było planowanej mszy świętej. Ja na placu pionierów Kołobrzegu byłem 10 listopada 1982 roku o godzinie 15.30. Przyszedłem sam. Było już dużo ludzi, którzy zachowywali się tak jak podałem w ulotce. Po kilku minutach takiego krążenia udałem się pod Katedrę, informując innych, aby też szli ze mną. Poszliśmy pod Katedrę. Na zewnątrz Katedry w jednym z okien był nasz stały punkt zbiórki z krzyżem i kwiatami i palącym się zniczem. Zgromadzonych było około kilkudziesięciu osób. Ludzie układali znicze i kwiaty w kształcie krzyża. Pod wiszącym krzyżem na oknie katedry mężczyźni rozwiesili sztandar biało-czerwony. Wówczas osobiście zacząłem intonować modlitwy i inni zaczęli wraz ze mną modlić się. Tłum osób pod katedrą powiększał się. Moim zdaniem ci ludzie przychodzili na msze o godzinie 17.00 do Katedry. Potem zacząłem intonować pieśni katolickie i patriotyczne. Zobaczyłem, iż do nas podjeżdżają samochodami mundurowi. Ja byłem przy samym ołtarzyku i nie wszystko widziałem. Około godziny przed 17.00 podałem hasło, że rozchodzimy się do domów, aby nie dać powodów do jakichkolwiek działań przez mundurowych. Ludzie zaczęli się rozchodzić. Byłem zadowolony, że wykiwaliśmy tych mundurowych. Na tym moja wiedza co do zajść tego dnia się kończy. Ja nie zostałem tego dnia zatrzymany ani nawet skontrolowany.   
Na drugi dzień rozmawiałem z księdzem dziekanem Józefem Słomskim i on mi powiedział, że pierwsze ataki mundurowych były już o 17.00, a potem o 19.00. Mundurowi wyciągali ludzi z katedry. Podawał, że kobieta została uderzona kolbą karabinu, ludzie wciągnęli ją do katedry a siostra zakonna zadzwoniła na pogotowie. Ja dostałem wezwanie do Kolegium Orzekającego ds. Wykroczeń w Kołobrzegu za dwa może trzy dni. W czasie rozprawy stwierdzono, iż ja byłem prowodyrem tych zajść. Na dowód podawano, że są ze mną zdjęcia. Mi ich nie pokazano. Nie pozwolono mi dojść do głosu. Oskarżał mnie milicjant a przewodniczyła składowi orzekającemu starsza pani taka urzędniczka, która znana była ze skazywania członków „Solidarności”. Ja te osoby na zdjęciach bym rozpoznał. Zostałem skazany na karę 12 tysięcy złotych grzywny z zamianą na pobyt w areszcie. Ja mając na uwadze zachowanie składu orzekającego kolegium, a zwłaszcza przewodniczącej uważam, że moje ukaranie było zrobione na polityczne zlecenie partii – PZPR i SB. Ja miałem być przykładnie ukarany, aby dać nauczkę innym i być przestrogą na później. Esbek Szymanek Michał proponował mi wyjazd za granicę w jedną stronę”.

Wiesława Mikszta tak wspomina tamte wydarzenia:
Chyba przed wieczorem przyszłyśmy na plac przed katedrę My poszłyśmy od razu do kościoła na msze. Po wyjściu z katedry było już wszystko – ZOMO, MO. Nie pamiętam jak zaczęło się to, że ZOMO ruszyło na nas. Pamiętam tylko, że zostałem złapana na kożuch przez zomowca i on rozdarł mi cały kożuch. Urwał mi nawet rękawy. Zostałam przez niego uderzona również pałką”.

Janusz Rosołowski relacjonuje:
Brałem udział w manifestacji w dniu 10 listopada 1982 roku, która odbywała się pomiędzy kołobrzeską Katedrą, a sklepem wielobranżowym Bryza. Na dworze było już ciemno. Widziałem stojące radiowozy MO, które stały w rejonie Ratusza i Urzędu Miasta Kołobrzeg. Było dość sporo tych samochodów. Uczestnicy tej manifestacji mieli ze sobą flagi narodowe. Zostałem zatrzymany przez tajniaków, którzy wpakowali się w tłum. Osoby te przekazały mnie dla ZOMO. Zostałem doprowadzony do nysy milicyjnej. Tam wewnątrz samochodu zastałem pobity przez zomowca, który nałożył skórzaną rękawiczkę i mówiąc „ja ci dam solidarność”, po czym zaczął mnie okładać pięściami po twarzy i całym ciele, a ja próbowałem osłaniać się rękami”.

Andrzej Bartwanowicz wspomina:
„Gdzieś około 16.00 byliśmy w okolicach Bazyliki. My szliśmy od strony ulicy Armii Krajowej. Do Bazyliki było około 500 metrów i widać było, że jej okolice zagęszczały się. Potem już było bardzo dużo ludzi. W tłumie było dużo tajniaków, a w różnych punktach ZOMO i MO. Najpierw nie byli oni w pełnym rynsztunku. Ja byłem na mszy w Bazylice. Po niej jak wyszliśmy z Teresą Radajewską to nas dwóch-trzech esbeków po cywilnemu chciało złapać. My uciekliśmy powrotem do Bazyliki i potem wyszliśmy drugą stroną. Ci esbecy nie weszli do Bazyliki za nami. Tę manifestację zorganizował Wojciech Krzewina. Obok Bazyliki był taki ołtarzyk, przy którym składano kwiaty, palono znicze itp. Przy tym ołtarzyku Wojciech Krzewina wygłosił mowę patriotyczną. Potem były okrzyki „przecz z komuną” itp. Zomowcy zaczęli walić pałkami w tarcze.”

Siedemnastoletni wówczas Piotr relacjonuje:
Ja w latach osiemdziesiątych jak i później nie działałem oficjalnie w strukturach opozycji. Nigdy nie myłem członkiem NSZZ „Solidarność”. Byłem jej sympatykiem. Pamiętam, że w listopadzie 1982 roku gdy stałem z kolegami pod blokiem przy ulicy Dworcowej, to w rozmowie jeden z nich powiedział, że coś się dzieje, że ludzie manifestują, że dobrze by było, aby jak najwięcej osób to widziało. Ja wsiadłem wtedy na rower i pojechałem ulicą Lenina w stronę Katedry. Gdy podjeżdżałem na wysokości sklepu rybnego podbiegł do mnie znajomy. Dał mi paczkę zawiniętą w gazetę i powiedział, abym zawiózł to Pawłowskiemu. Gdy dojeżdżałem na miejsce stwierdziłem, że tam już ludzi nie ma – myślę, że ich rozgoniło ZOMO – pojechałem więc dalej i skręciłem w ulicę Katedralną. Gdy skręciłem za ten sklep zobaczyłem odbicie koguta milicyjnego więc odruchowo wyrzuciłem tę paczkę. Jadąc za Bryzą w kierunku hali na ulicy Wąskiej w gaziku, który stał za Bryzą było kilku funkcjonariuszy ZOMO. Jeden z nich gestem ręki kazał mi się zatrzymać. W momencie, gdy zatrzymałem się dostałem pałką w twarz. Następnie padło pytanie – „gdzie to masz gnoju”. Ja na to odpowiedziałem, że nie wiem o co chodzi i że wybrałem się na przejażdżkę rowerem. Wówczas dostałem drugi raz pałką w głowę i ramię i ten zomowiec powiedział, że jak wezmą mnie na dołek to sobie wszystko przypomnę. Spisali moje dane osobowe. Cały czas pytali się o tę paczkę. Gdy próbowali mnie znów uderzyć, zapytałem, czy wiedzą kim jest mój ojciec i jemu się to nie spodoba. Gdy ja to powiedziałem jeden zomowiec przez radiostację i próbował się z kimś połączyć. W tym momencie ja zacząłem się oddalać rowerem. Gdy byłem około 20 metrów od nich wsiadłem na rower i krzyknąłem, że nawet gestapo tak nie robiło i próbowałem skręcić w prawo na ulicę Lenina. Gdy skręcałem już to od uciekających zomowców przed demonstrującymi ludźmi otrzymałem cios otwartą dłonią w twarz, aż spadłem z roweru. Gdy miało dojść do kolejnych kopniaków tłum zbliżył się do nas tak bardzo, że zomowcy uciekli. Ja wsiadłem na rower i pojechałem do domu. Miałem siniaki na skutek tych uderzeń”.

Siedemnastoletni Radosław zeznał:
Brałem udział w manifestacji w dniu 10 listopada 1982 roku w pobliżu Katedry. Było to w godzinach popołudniowych. Przyszło pod Katedrę około 1000 osób manifestujących. Po pewnym czasie przyjechali funkcjonariusze ZOMO w pełnym uzbrojeniu, mieli ze sobą tarcze, pałki, broń, kaski, byli też funkcjonariusze po cywilnemu. Stało wiele samochodów, milicyjnych, samochodów terenowych. ZOMO otoczyło nas i przez megafon  umieszczony na łaziku dano nam trzy minuty na rozejście się. W międzyczasie zomowcy tłukli pałami w tarcze” Nie minęła minuta kiedy ZOMO ruszyło w kierunku manifestujących. Zaczęliśmy uciekać przez park, a ZOMO ganiało za nami po parku gazikami, bo nie mogli nas dogonić mając tarcze ze sobą. Jadąc gazikami jechali na oślep nie patrząc gdzie jadą. Trzeba było uważać aby nas nie rozjechali. Nam cudem udało się umknąć, bo by nas rozjechali. Udało mi się uciec wraz z Darkiem Piekiełko. Za nami podjechał pojazd milicyjny z działkiem. Myśleli, że pobiegliśmy do piwnicy i wstrzelili do piwnicy gaz. Było słychać wystrzał pocisku gazowego. My uciekliśmy na ostatnie piętro, ale nawet tam gaz dotarł. Był to gaz łzawiący i duszący. Ponieważ tam schowało się wiele osób to zomowcy wystrzeliwali gaz na balkony. Nam udało się uciec do jakiegoś mieszkania. Blok był tak zagazowany, że ludzie wychodzili na balkony i wówczas ZOMO wystrzeliwało pociski gazowe z rac. Wróciłem do domu i za dwa dni szedłem główną ulicą Gościna i zajechał mi drogę duży Fiat i Nysa. Wybiegło z samochodów paru mężczyzn po cywilnemu. Od razu skuli mnie, rzucili na ziemię i zapakowali do Fiata. Zawieźli mnie do Kołobrzegu na komendę. Zaprowadzili mnie do jakiegoś pokoju, tam byli już inni funkcjonariusze, było ich trzech, cały czas się zmieniali. Pytali mnie co robiłem 10 listopada 1982 r. i z kim tam byłem. Na stole leżała pałka i raz tą pałką dostałem w głowę. Na skutek uderzenia zrobiło mi się ciemno w oczach, ale żadnych obrażeń nie doznałem. Wobec tego przyznałem się do tego, że brałem udział w manifestacji i paliłem świeczki. Przesłuchanie trwało cały dzień. Miałem wtedy 17 lat. Oni się zmieniali i nie przedstawiali się. Cały czas pytali o to samo non stop, brali mnie na tak zwane zmęczenie, wydaje mi się, że był sporządzony z przesłuchania protokół, ale ja nie pamiętam co tam zostało napisane. Grozili mi, że jak się nie przyznam to mi przyrżną jeszcze raz. W trakcie przesłuchania padały wyzwiska gnoju zaraz cię „pier…”, „jeb…”.

Jedną z pięciu osób ukaranych przez Sąd był Andrzej Bogdan Głuszkowski, który po latach wspominał:
Widziałem wcześniej, ze w Kołobrzegu w dniu 10 listopada 1982 roku odbędzie się manifestacja z okazji rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę. W tej chwili nie pamiętam w jaki sposób dowiedziałem się o manifestacji. Kołobrzeg to nie jest duże miasto. Być może dowiedziałem się o tym z ulotek rozrzucanych w szkole. Ja wtedy chodziłem do Zasadniczej Szkoły Budowlanej w Kołobrzegu. Pierwotnie manifestacja miała odbyć się na Placu 18 Marca, ale tam było za dużo funkcjonariuszy. Oni musieli o tym wiedzieć. Milicja kazała się ludziom rozchodzić. Wtedy ludzie przechodzili pod Katedrę. Ja także tam się udałem. Nie jestem w stanie określić dokładnej godziny przejścia do Katedry. Było to na pewno po południu. Mogło to być około godziny 16:00-17:00. Nie jestem w stanie powiedzieć kiedy pod Katedrą pojawiła się milicja. Nie pamiętam, czy funkcjonariusze byli tam od razu czy przybyli później. Generalnie na pewno tam byli, nie potrafię określić momentu, w którym się pojawili. Pamiętam oddział ZOMO. Zomowcy ustawili się w poprzek ulicy. Przez megafony wzywali do rozejścia się. Ludzie nie posłuchali tej komendy. Zomowcy zaczęli więc uderzać pałkami w tarcze. Następnie ruszyli w kierunku tłumu. Tłum mógł liczyć kilkaset osób. Ludzie zaczęli się wycofywać w kierunku Hotelu „Skanpol”. Ja byłem tam z kolegą. Zomowcy nie gonili ludzi. Szli spokojnie szpalerem. Ja i kolega nie uciekaliśmy. Dopiero gdy zomowcy byli bardzo blisko nas zaczęliśmy uciekać. Biegłem przez skwer. W pewnym momencie ktoś złapał mnie za szalik i wciągnął w krzaki. Okazało się, że było to dwóch mężczyzn po cywilnemu. Byli to tzw. tajniacy. Oni zapakowali mnie i kolegę do radiowozu i zawieźli na komendę na ulicę Kilińskiego. Tam zwozili więcej osób. Zatrzymani byli rejestrowani. Ja trafiłem do jakiegoś pokoju. W tym pokoju przebywało kilku mężczyzn. Następnie jeden z tych mężczyzn założył na rękę czarną skórzaną rękawicę. Podszedł do mnie i powiedział coś w tym rodzaju: „Gestapo? My ci pokażemy Gestapo”. Następnie uderzył mnie w twarz. Było to mocne uderzenie. Konsekwencją tego było to, że wylądowałem na podłodze. Wtedy zaczęło się bicie pałkami, jak już leżałem. Nie jestem w stanie powiedzieć ilu mężczyzn mnie biło. Nie pamiętam jak długo trwało bicie. Potem trafiłem na dołek. Tam było ciasno, bo w sali przebywało dużo ludzi. Całą noc nie gaszono światła. W nocy odbywały się przesłuchania. Ja też byłem przesłuchiwany. Na przesłuchaniu domagano się ode mnie przyznania, że byłem na manifestacji, że wznosiłem okrzyki, że byłem bardzo czynnym uczestnikiem. Nawet pan groził mi pistoletem. Przesłuchujący wyciągnął z szuflady pistolet i powiedział, że jak będzie chciał, to może mnie zastrzelić i powie, że się na niego rzuciłem, albo chciałem uciekać. Byłem wystraszony. Ja się przyznałem do obecności an mszy i pod Katedrą. Nie przyznałem się do czynnego udziału w manifestacji i wznoszenia okrzyków. Z tego co ja pamiętam, to ludzie krzyczeli „ZOMO-GESTAPO”. Być może ja też krzyczałem. Byłem też oskarżony o obrazę żołnierzy LWP i milicjantów. Po przesłuchaniu trafiłem z powrotem na dołek. O ile pamiętam, to następnego dnia odbyła się sprawa w Sądzie. Na sprawie zeznawali ci dwaj mężczyźni, którzy zatrzymali mnie na skwerku. Dostałem wyrok pół roku w zawieszeniu na trzy lata. Miałem jeszcze godziny do odpracowania w wyroku. Po pobiciu miałem sińce na plecach. Ojciec twierdził, że plecy miałem w tragicznym stanie. Moim zdaniem postępowanie przed Sądem w mojej sprawie było zdecydowanie nieobiektywne. Świadkowie zeznali, że brałem bardzo czynny udział w manifestacji, co nie było prawdą. Poza tym protokół mojego przesłuchania w komendzie został uzupełniony o słowa, których nie powiedziałem. Ja wyjaśniłem milicjantowi, że się nie przyznaję i opisałem jak wyglądał mój dzień w dniu manifestacji. W sądzie odczytano, że ja się przyznaję i że brałem udział w manifestacji. Wyglądało to tak, jakby we wstępie protokołu dopisano coś, czego nie powiedziałem”.

Edward StępieńWszystkie przedstawione powyżej relacje to fragmenty zeznań jakie złożyli uczestnicy manifestacji w postępowaniu prowadzonym przez Instytut Pamięci Narodowej Oddziałową Komisję Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu, sygn. akt S. 33/09/Zk w latach 2009-2010. Relacje te złożono po uprzedzeniu o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania i niewątpliwie mają one walor dokumentu. Zeznań tych jest znacznie więcej, ale ramy artykułu nie pozwalają na przytoczenie dalszych relacji. Zeznania naocznych świadków to jak porozrzucane kamyki, które złożone wspólnie dają obraz demonstracji widzianej oczami jego uczestników. W moich poprzednich publikacjach opierałem się głównie na dokumentach wytworzonych przez Służbę Bezpieczeństwa lub Milicję Obywatelską. W tych dokumentach trudno było się doszukać faktycznego przebiegu zatrzymywania uczestników, przesłuchań i manipulacji w protokołach. Śledztwo prowadzone przez Prokuratura IPN zostało umorzone z powodu przedawnienia, ale pozostał obszerny materiał o charakterze historycznym.

Adwokat Edward Stępień



reklama

reklama

reklama

Dodaj komentarz

UWAGA!
Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Publikowanie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt poczta@miastokolobrzeg.pl. Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane.

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji przez moderatora.

Zgody wymagane prawem - potwierdź aby wysłać komentarz



Kod antyspamowy
Odśwież

Administratorem danych osobowych jest  Wydawnictwo AMBERPRESS z siedzibą w Kołobrzegu przy ul. Zaplecznej 9B/6 78-100 Kołobrzeg, o numerze NIP: 671-161-39-93. z którym możesz skontaktować się osobiście pod numerem telefonu 500-166-222 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej wysyłając wiadomość mailową na adres poczta@miastokolobrzeg.pl Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa.

reklama